AktualnościO autorzeWierszeProzaKsięgarniaKronikaPrzyjaciele

Dom Kazi i Anielki był sercem wsi ("Dziewczyny Obławy Augustowskiej")

(Fragment książki Teresy Kaczorowskiej, "Dziewczyny Obławy Augustowskiej", Fundacja Historia i Sztuka, Warszawa 2017)

Dom Kazi i Anielki był sercem wsi
(Kazimiera i Aniela Wysockie, Biała Woda, pow. Suwałki)
Suwałki, 13 października 2016-maj 2017

- Kazia była bardzo ładna. Drobna, filuterna blondynka, z niezwykłym wdziękiem. We wszystkim wiodła prym. Dziś mówiłoby się o niej: wiejska miss. Otaczał ją zawsze wianuszek adoratorów. Aż jej zazdrościłam, bo na mnie wówczas, młodszej od niej o dwa lata, jeszcze niewielu chłopców zwracało uwagę. Jej młodsza siostra, Anielka, była też ładna, ale nieco tęższa, bardziej wyciszona, zamknięta w sobie i mniej widoczna. Brunetka. Obydwie działały w ruchu oporu, zarówno podczas okupacji niemieckiej, jak sowieckiej. Obydwie, wraz ze swoim ojcem Ludwikiem Wysockim, zostały zamordowane w Obławie Augustowskiej – wspomina swoje młode kuzynki pani Sabina Taraszkiewicz z Białegostoku. Siwiutka, pochylona, ale niezwykle oczytana, zorientowana w polityce, z wieczną troską o Polskę. Zachowała znakomitą pamięć, choć 8 marca 2016 roku skończyła dziewięćdziesiąt lat.
Jej ojciec – Bolesław Jarząbski oraz matka Kazi i Anieli - Józefa Wysocka z domu Jarząbska - byli rodzeństwem. Jarząbscy i Wysoccy mieszkali w tej samej wsi Biała Woda pod Suwałkami, w ówczesnej gminie Jeleniewo, obecnie w pobliżu Wigierskiego Parku Narodowego. Wieś istnieje do dziś. I jest tak długa jak kiedyś i tak samo rozciągnięta pośród pagórków i lasów, do tego stopnia, że gospodarstwa Jarząbskich i Wysockich były oddalone od siebie o kilka kilometrów. Ale rodziny się odwiedzały, zwłaszcza kuzynki, bo Sabinka Jarząbska była młodsza od Kazi Wysockiej o dwa lata, ale od jej siostry Anielki starsza o trzy lata. Stanowiły trójkę wspaniałych dziewcząt - kuzynek z Białej Wody.
- Chodziłyśmy do siebie przeważnie piechotą, bo rower był wtedy rzadkim luksusem. Nasze rodziny często zajeżdżały też do siebie bryczką. Przeważnie po kościele w Suwałkach, a na pewno zawsze po odpuście św. Antoniego w Suwałkach, 13 czerwca, bo wtedy były jednocześnie imieniny mojej mamy. Po złożeniu życzeń i poczęstunku trwała imieninowa uroczystość, a my, dzieci, też miałyśmy swoje święto. Mogłyśmy się swobodnie bawić w lesie, wchodzić wysoko na drzewa, organizować różne gry i zabawy - opowiada z kresowym zaśpiewem pani Sabina Taraszkiewicz.
Jednak głównym miejscem spotkań, nie tylko krewnych, ale młodych z całej okolicy był w Białej Wodzie dom Wysockich. Największy we wsi, otwarty, dostatni.
- U Wysockich zawsze było dużo ludzi. Także księży oraz innych ważnych osób. Ich dom wyróżniał się wyjątkową gościnnością. Ciocia Wysocka była zawsze przygotowana na gości, miała za każdym razem czym poczęstować oraz czas, aby porozmawiać. Dom Wysockich to było serce wsi – mówi z uśmiechem pani Sabina.
Kazia, najstarsza z siedmiorga dzieci Wysockich, zdążyła przed wybuchem II wojny światowej, po ukończeniu szkoły podstawowej – a chodziła najpierw do czteroklasowej w Białej Wodzie, a całą siedmioklasową podstawówkę zaliczyła w Jeleniewie - skończyć dwuletnią szkołę dla dziewcząt w Kukowie. Po tej „szkole dla żon”, jak mówiono, Kazia była przygotowana do życia w rodzinie, do prowadzenia domu i gospodarstwa. Kiedy Sabina i Aniela były jeszcze w podstawówce, Kazia już dobrze gotowała, piekła ciasta, umiała szyć, wykonywać różne robótki ręczne.
- Pięknie haftowała, szydełkowała, wykonywała mereżki… - wzdycha pani Sabina. Na to wspomnienie jej kuzyn, jednocześnie młodszy brat Kazi i Anieli, obecnie ks. prałat Stanisław Wysocki, przynosi seledynowy obrus z ciemnozieloną mereżką. Wykonany ręką Kazi. Pracochłonna mereżka, dziś rzadka i prawie zapomniana, zdobi obrus dookoła, także osobno w czterech rogach oraz bogato pośrodku. Duchowny przechowuje ten obrus jak relikwię. – Musi mieć około siedemdziesiąt lat – oblicza, nie bez dumy, kapłan.
Rodzinne wspominanie odbywa się w jego mieszkaniu – a właściwie siostrzenicy ks. prałata Stanisława Wysockiego, lekarki - na jednym z osiedli nad Czarną Hańczą. Za oknem jesienne słońce, z całą paletą barw jesieni. Ksiądz nie może pamiętać lat przedwojennych, bo przyszedł na świat na rok przed wybuchem II wojny światowej, 1 marca 1938 roku, też w Białej Wodzie. Natomiast urodzona w 1933 roku Teresa - jego siostra, a także Kazi i Anieli - starsza od księdza o pięć lat, więcej pamięta z lat trzydziestych. Płacze podczas wspomnień o siostrach, Kazi i Anieli:
- Opiekowały się mną, same szyły mi sukieneczki, nawet płaszczyki. Dziergały, robiły swetry, skarpetki, szaliki. Rodzina gospodarowała na trzydziestu hektarach, mieliśmy własną wełnę i płótno, bo hodowaliśmy owce i uprawialiśmy len – mówi Teresa Anuszkiewicz z domu Wysocka, siostra Kazi, Anieli i ks. Stanisława. Choć ma osiemdziesiąt trzy lata jest zadbana (włosy kasztanowe, ubrana w pastele), wysławia się piękną polszczyzną. Przez cale życie pracowała w oświacie, prowadziła też harcerstwo. - Kazi i Anieli brakuje mi do dziś - ociera łzy.

Kiedy 1 września 1939 roku wybuchła II wojna światowa trzy kuzynki z Białej Wody były już nastolatkami. Kazia Wysocka miała szesnaście lat, Sabinka Jarząbska – czternaście, Aniela Wysocka – jedenaście.
- Dobrze pamiętam ten dzień, bo pozamykano szkoły – opowiada licząca dziewięćdziesiąt lat pani Sabina. – A kiedy Polska skapitulowała, wszyscy płakaliśmy. Wcześniej wierzyliśmy bowiem, że Polska jest mocna, że ma silnych sojuszników… I nagle poczuliśmy się zdruzgotani. Młodzież z okolicznych wsi zbierała się u Wysockich jeszcze częściej. Aby być razem, wspierać się, pocieszać. Był patefon, śpiewaliśmy „Jeszcze Polska nie zginęła” oraz inne patriotyczne pieśni. Chłopaki grali na akordeonie, na organkach, albo na grzebieniu. Brat Kazi i Anieli, Romek, był utalentowany muzycznie, grał na kilku instrumentach, dobrze śpiewał. Ale prym wiodła Kazia. Głos miała piękny, wspaniale śpiewała, także tańczyła. Była też oczytana, bo u nich w domu była spora biblioteka. Kazia przewodniczyła nam we wszystkich poczynaniach, była „naszą nauczycielką”. Mimo iż byliśmy bardzo młodzi, dojrzewaliśmy do udziału w ruchu oporu przeciwko wrogom, którzy napadli na nasz kraj.

***

Po napaści Niemiec i Rosji sowieckiej na Polskę we wrześniu 1939 roku, powiaty suwalski i augustowski zostały najpierw zajęte przez oddziały Armii Czerwonej (Augustów – 23 września, Suwałki – 24 września 1939 roku). Wkrótce jednak zaborcy rozdzielili je pomiędzy sobą. W następstwie niemiecko-sowieckiego układu o granicy i przyjaźni, podpisanego 28 września 1939 roku w Moskwie, powiat suwalski (oraz dwie prawie całe gminy z powiatu augustowskiego: Szczebro-Olszanka i Raczki) ostatecznie przypadły III Rzeszy (oddziały Wehrmachtu wkroczyły do Suwałk 12 października, a 26 października 1939 roku, dekretem Adolfa Hitlera, teren powiatu włączono do Rzeszy jako prowincję Sud Ostpreussen). Z kolei powiat augustowski, uchwałą Rady Najwyższej ZSRS z 2 listopada 1939 roku, został wcielony do Związku Sowieckiego, jako rejon augustowski Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej (BSRS) i był pod okupacją sowiecką przez niespełna dwa lata, do czasu napaści Niemiec na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 roku .

Pierwsze struktury konspiracyjne przeciwko Niemcom, na terenie powiatów suwalskiego i augustowskiego, zaczęły powstawać już jesienią 1939 roku. Tworzenie się podziemia miało charakter oddolny, choć główną rolę odgrywała inteligencja (z reguły oficerowie rezerwy). Prowadzono działalność wywiadowczą i propagandową, budowano struktury, gromadzono broń, ale prowadzono też akcje dywersyjne, sabotażowe, a nawet zbrojne. Na przykład 28 kwietnia 1940 roku, na drodze Kalety-Sejny, w rejonie jeziora Pomorze, grupa kpr. Witolda Pileckiego „Żwirki” rozbroiła funkcjonariuszy Grenzschutzu przewożących broń, amunicję i umundurowanie.
Podziemie na terenie powiatu augustowskiego, w odróżnieniu od powiatu suwalskiego, prowadziło ponadto ożywioną pracę skierowaną przeciw władzy sowieckiej oraz polskim współpracownikom NKWD (latem 1940 roku działalność egzekucyjna augustowskiego podziemia była absolutnym ewenementem w skali całego kraju – zlikwidowano wówczas co najmniej 20 osób wrogo nastawionych do polskiej działalności niepodległościowej). Spotykało się to oczywiście z przeciwdziałaniem ze strony sowieckich organów bezpieczeństwa (NKWD-NKGB). Specyfika sowieckiej działalności represyjnej (zagrożenie deportacjami) oraz uwarunkowania terenowe (szerokie obszary leśne i bagienne) sprawiły, iż na terenie powiatu augustowskiego szybko doszło do powstania partyzantki.
Wybuch wojny pomiędzy dwoma okupantami Polski, w czerwcu 1941 roku, spowodował zajęcie przez wojska niemieckie terenów zajmowanych przez ZSRS – a więc i w powiecie augustowskim zapanowali Niemcy. Ujednoliciło to działalność polskiego podziemia w powiatach suwalskim i augustowskim. Miejscowe struktury niepodległościowe skupiały się głównie na pracy organizacyjnej oraz na działalności wywiadowczej i propagandowej. Akcje dywersyjno-sabotażowe, też stopniowo nabierały rozmachu. Prowadzono walki z żandarmerią niemiecką, rozbijano posterunki, likwidowano agenturę i niebezpiecznych funkcjonariuszy aparatu okupacyjnego.

***
Podczas okupacji niemieckiej gospodarstwo Wysockich we wsi Biała Woda – jako miejsce skupiające ludzi, jako serce wsi - stało się również schronieniem i oazą antyhitlerowskiej konspiracji. U Wysockich rezydowało zwykle kilkunastu żołnierzy polskiego podziemia. 14 lutego 1942 roku Związek Walki Zbrojnej został przemianowany na Armię Krajową. Należał do niej gospodarz Ludwik Wysocki oraz dwie jego najstarsze córki: Kazia i Aniela. Ludwik i Kazimiera Wysoccy byli zaprzysiężeni w AK, młodsza Aniela była łączniczką AK. Rodzina wspierała akcje i żywiła nie tylko polskich partyzantów. Pomagała również jeńcom rosyjskim.
- Po napaści Niemiec na Związek Sowiecki hitlerowcy wzięli do niewoli wielu żołnierzy Armii Czerwonej. Więziono ich także w obozie w Suwałkach. Warunki były okropne, jeńcy umierali tam z głodu i chorób – wspomina pani Sabina.
Wysoccy, ilekroć wybierali się do Suwałk, zabierali ze sobą chleb dla jeńców rosyjskich przebywających w niemieckim obozie nad Czarną Hańczą. Czasem czerwonoarmistom udawało się uciec z niewoli niemieckiej i szukali na podsuwalskich wsiach pożywienia. Ludwik Wysocki też nie raz pomógł przeżyć uciekinierom. Dzieci pamiętają jak spotkał ich pewnego dnia na swoim polu, kiedy żywili się strąkami grochu. Przyprowadził ich do domu, nakarmił. Niestety, drogo to kosztowało.
Ks. Stanisławowi, mimo iż liczył zaledwie cztery lata, mocno utkwiło w pamięci aresztowanie ojca przez gestapo. Niemcy przyjechali do Białej Wody z psem. Akurat nie było nikogo z AK. Zabrali ojca, katowali go w Suwałkach. Wrócił po paru dniach – jego syn pamięta, że plecy rodzica były całe sine od tortur. Matka nie kryła tego widoku przed dziećmi. Powiedziała wtedy: „Zobaczcie co wróg uczynił waszemu ojcu”…
- Ten obraz noszę w sobie do dziś – wspomina kapłan.
Jego siostra Teresa też pamięta dobrze tę sytuację:
- Na granatowe, skatowane plecy ojca mama przykładała kwaśne mleko - opowiada.
Niedługo potem Niemcy wytoczyli Ludwikowi Wysockiemu proces w Suwałkach. W 1943 roku został skazany i wywieziony do więzienia w Królewcu. Jako więzień pracował, w fabryce amunicji. Prowadzenie gospodarstwa, które musiało wyżywić i dużą rodzinę, i partyzantów, spadło na Józefę Wysocką. Była dzielna i pracowita, a przy tym niezwykle patriotyczna i przedsiębiorcza. We wsi mówiono, że daje sobie radę, bo urodziła się i wychowała w Ameryce (podczas zaborów jej rodzice wyjechali za ocean, aby poprawić swoją sytuację materialną). W opiekowaniu się młodszym rodzeństwem, a także we wszelkich pracach w gospodarstwie, pomagały najstarsze córki - Kazia z Anielą. Ludwik Wysocki wrócił z Królewca dopiero pod koniec okupacji, w 1944 roku.
Będąc chłopcem ks. Wysocki dobrze pamięta jak żołnierze ruchu oporu przebywali u nich w domu, jak prowadzili rozmowy, czy wychodzili nocą na akcje.
– Kręciłem się przy nich, jak to dziecko. Obserwowałem ich mundury, broń. Przed akcją zawsze modlili się, klęcząc przed obrazem w naszym dużym pokoju. Modlitwy prowadziła moja mama – duchowny opowiada dokładnie, jakby wciąż widział tamte obrazy przeszłości. Z rozrzewnieniem pokazuje w Suwałkach zdjęcia działających w AK swoich dwóch najstarszych sióstr - czarno-białe kopie z rodzinnych albumów: Kazi - filigranowej, urodzonej w 1923 roku oraz Anieli – pięć lat młodszej od Kazimiery, łączniczki AK. Kapłan Wysocki wszystkie pamiątki rodzinne przechowuje skrzętnie w mieszkaniu siostrzenicy, gdzie dożywa swoich lat. Słonecznym, z gustem urządzonym, w charakterze narodowo-sakralnym.

Sabina Jarząbska nie wiedziała, że jej kuzynki Kazia i Aniela działają w ruchu oporu. Jesienią 1942 roku Niemcy wywieźli ją na przymusowe roboty do Prus Wschodnich, do majątku rolnego Wieliczki niedaleko Olecka. Po roku uciekła, potem nie raz ukrywała się u Wysockich. – Jednak moi rodzice przestrzegali mnie, abym nie chodziła do Wysockich, bo może być źle… - sugeruje, że Jarząbscy musieli wiedzieć o tym, iż gospodarstwo Wysockich jest oazą konspiracji niepodległościowej. Ona jednak lubiła bywać u swoich rówieśniczek kuzynek. Zwłaszcza, że wśród licznych chłopaków z całej okolicy zbierających się u Wysockich bywał także Franio Taraszkiewicz, późniejszy mąż pani Sabiny (po wojnie profesor pediatrii Akademii Medycznej w Białymstoku).

U Wysockich niemal wszystkie dzieci były od najmłodszych lat zaangażowane w walkę z wrogami niepodległej Polski. Jako mali wywiadowcy obserwowali drogi, donosili rodzicom i odpoczywającym za dnia akowcom co się wokół dzieje, czy nikt nie podąża w stronę ich domostwa. Taką rolę miał nawet zaledwie kilkuletni dzisiejszy ksiądz Stanisław. Starsza od niego o pięć lat Teresa, urodzona w 1933 roku, nawet nie zdawała sobie sprawy, że podczas okupacji niemieckiej, przekazywała tajne informacje. Wspomina:
- Kiedy w niedzielę bywaliśmy na cotygodniowej mszy św. w kościele w Suwałkach zajeżdżaliśmy często do jednej rodziny nad Czarną Hańczą. Niekiedy ojciec z siostrą nie chcieli jednak do niej wchodzić. Zawieszali mi wówczas małą torebkę na szyi i prosili, abym tam zaniosła. Co było w tej torebeczce? Nie wiem. Byłam posłuszna, nie mogłam ojcu odmówić.

***

W końcu kwietnia 1944 roku na terenie Puszczy Augustowskiej pojawiła się sowiecka dywersyjno-rozpoznawcza grupa desantowa NKGB mjr. Włodzimierza Cwietyńskiego ps. „Orłowa”. Zasilona jeńcami zbiegłymi z niewoli niemieckiej dała niebawem początek silnemu oddziałowi partyzanckiemu. Podziemie w obydwu powiatach planowało udział w szeroko zakrojonej antyniemieckiej akcji dywersyjnej „Burza” - latem 1944 roku, w czasie odwrotu wojsk niemieckich i wkraczania na wschodnie polskie ziemie oddziałów Armii Czerwonej. W maju 1944 roku, na dwa miesiące przed realizacją antyniemieckiego planu „Burza”, jednostki Armii Krajowej nawiązały kontakt i zawarły umowę z przebywającymi na tamtym terenie sowieckimi grupami dywersyjno-wywiadowczymi (szczególnie z grupą „Orłowa”) o współdziałaniu militarnym przeciw Niemcom. Niestety, już sam przebieg akcji „Burza”, a także późniejsze działania podejmowane przez formacje Armii Czerwonej, nie pozostawiały Polakom złudzeń. Zmobilizowane w ramach akcji „Burza” oddziały AK zostały potem zdekonspirowane przez Sowietów, rozbrojone, internowane. Wcielano ich do „ludowego” Wojska Polskiego, wielu dowódców i żołnierzy aresztowano i deportowano na Sybir. Współpraca z sowiecką partyzantką przyczyniła się do dekonspiracji struktur organizacyjnych oraz represji wobec żołnierzy AK.
W drugiej połowie 1944 roku cały region oraz polskie podziemie niepodległościowe na terenie powiatów suwalskiego i augustowskiego znalazło się nagle w nowej rzeczywistości – pod faktyczną okupacją sowiecką. Po Niemcach, nowym przeciwnikiem w walce o suwerenne państwo, stał się dla Polaków Związek Sowiecki oraz instalowane przez niego władze komunistyczne. Konspiracja polska, choć mocno rozbita przez Sowietów, ale wspierana przez miejscową ludność, walczyła więc dalej. Z nowym wrogiem.

***

U Wysockich w Białej Wodzie, po zakończeniu działań wojennych z Niemcami, nic się więc nie zmieniło. Zmienił się tylko wróg, nowy okupant tych pięknych ziem. W ich gospodarstwie mieściła się Kancelaria Obwodu Suwalskiego Armii Krajowej, wówczas z komendantem kpt. Mieczysławem Ostrowskim „Kropidłem” .
W okolicy także wiedziano, że wyzwolenie spod okupacji niemieckiej nie przyniosło upragnionej po kilku latach wojny wolności, tylko nowe zniewolenie. Jeszcze bardziej okrutne. Inspektor Suwalski mjr Franciszek Szabunia „Zemsta” meldował 30 listopada 1944 roku Komendzie Okręgu AK Białystok: „Aresztowania, terror i łapanki wyniszczyły i zrujnowały teren organizacyjnie. Pięcioletnia okupacja niemiecka nie wyrządziła tyle zła […], co obecnie Sowieci. NKWD posiada dokładne spisy wszystkich partyzantów, dowódców rezerwy, a nawet obywateli współpracujących z AK […].

Także po 19 stycznia 1945 roku, po oficjalnym rozwiązaniu AK przez generała Leopolda Okulickiego , na Suwalszczyźnie kontynuowano działalność konspiracyjną. Komendant Okręgu Białystok, ppłk Władysław Liniarski „Mścisław”, ogłosił 18 lutego 1945 roku, powołanie Armii Krajowej Obywateli (AKO). Argumentował:
„Wojna trwa. Dopóki na Polskiej Ziemi będzie jeden zaborczy sołdat czy bojec obcego państwa – wojna trwa. Dopóki ostatni NKWDzista nie opuści naszych granic – wojna trwa”.
Mimo prześladowań, terroru, aresztowań i wywózek Obwód AKO Suwałki odbudował siły i pod koniec kwietnia 1945 roku liczył 1500 członków, zaś Obwód AKO Augustów – około 500. Skupiono się na łączności, propagandzie (odezwy, ulotki) oraz walce zbrojnej – głównie samoobronie. Patrole i oddziały AKO chroniły też ludność cywilną przed represjami i napadami rabunkowymi dokonywanymi przez żołnierzy sowieckich, pełniły funkcje porządkowe, np. karząc chłostą za bezprawne wyręby lasów, czy wykonując wyroki śmierci za współpracę z aparatem bezpieczeństwa.
Intensywna działalność AKO – głównie wymierzona w organa władzy „ludowej” (likwidacja urzędów gminnych, rozbrajanie posterunków MO) oraz jej poparcie przez miejscową ludność - doprowadziły w maju 1945 roku do rozkładu lokalnej administracji aparatu bezpieczeństwa. Wiosną 1945 roku AKO panowała na terenie obydwu powiatów, siły komunistyczne utrzymały się jedynie w miastach: Suwałkach i Augustowie. Major NKWD wykrzykiwał na jednym z wieców Augustowie: „Nie podoba się wam sukinsyny rząd lubelski, wy wszyscy jesteście bandytami z AK. Jeżeli was nie uspokoi wojsko polskie sprowadzimy 18 milionową armię sowiecką, która was nauczy rozumu i zaprowadzi u was porządek”.
I wkrótce na teren obydwu obwodów, suwalskiego i augustowskiego, zaczęły ściągać coraz większe ilości wojsk sowieckich, szczególnie cofającej się z Prus Wschodnich 50. Armii III Frontu Białoruskiego, wraz z NKWD i kontrwywiadem wojskowym SMIERSZCZ. Rozbudowywano też intensywnie sieć konfidentów wśród Polaków. Rodzime władze komunistyczne okazały się bezradne, więc likwidację polskiego podziemia przejęła na tych terenach strona sowiecka. Decyzja o przygotowaniu zakrojonej na olbrzymią skalę akcji pacyfikacyjnej, przy użyciu armii sowieckiej, zapadła prawdopodobnie 16 maja 1945 roku, podczas narady w Białymstoku dowództwa wojsk wewnętrznych NKWD (operujących w województwie białostockim) z komunistycznymi władzami peerelowskimi.

Nasilenie wojsk NKWD mieszkańcy powiatów suwalskiego i augustowskiego zaobserwowali już pod koniec maja 1945. Bardzo spektakularną akcję Sowieci przeprowadzili, wraz z żołnierzami KBW i augustowskiego PUBP, w słynnym sanktuarium w Studzienicznej, nad jeziorem o tej samej nazwie, otoczonym lasami Puszczy Augustowskiej - kilka kilometrów od Augustowa. Była to obława na ludność zgromadzoną na dużym dorocznym odpuście, 20 maja 1945 roku. Żołnierze NKWD zdemolowali wtedy ołtarz z cudownym obrazem Matki Boskiej Studzieniczańskiej w kaplicy Najświętszej Marii Panny i dokonali licznych aresztowań wśród uczestników uroczystości.
Ale najbardziej tragiczna odsłona dramatu miała jednak dopiero nadejść…

***

W Białej Wodzie, u Wysockich, w działania przeciwko Sowietom, tak jak wcześniej Niemcom, zaangażowana była nadal cała rodzina - nawet babcia Kazi, Anieli i ks. Stanisława Wysockiego, Apolonia Jarząbska z domu Kolenkiewicz, autorytet dla wnuków, mająca też duży wpływ na ich wychowanie. Babcia była bardzo prawa, pobożna, oczytana, miała niezwykłą pamięć. Pochodziła z Gawrych Rudy, była kuzynką słynnego asa lotnictwa, generała Witolda Urbanowicza, dowódcy Dywizjonu 303 . Zmarła w 1962 roku.

Tragiczny dla Wysockich 27 lipca 1945 roku był ciepły, przyjemny, po niewielkim letnim deszczu. Gospodarz, Ludwik Wysocki, zarządził po południu grabienie siana na pobliskiej łące. Poza członkami rodziny, pomagali w tej pracy również partyzanci. Gdy nagle, tuż przed zachodem słońca, przyjechało NKWD. Akowcy - a było ich kilkunastu – przebywali akurat w domu na naradzie. Zdążyli jednak w ostatniej chwili wydostać się przez stodołę. Zostali ostrzeżeni przez młodego zwiadowcę - starszego brata księdza, Romka Wysockiego, hasłem „Ruskie jadą!”. Chłopiec został za to brutalnie skopany przez kilku Sowietów. Widzieli oni bowiem jak zamykał za „leśnymi” drzwi wrota stodoły. - Powiedziałeś bandytom! – krzyczeli enkawudziści, bijąc Romka, który ich kopniaki czuł przez całe życie.
- Pamiętam ten moment: Rosjanie wjeżdżali na nasze podwórko, żołnierze AK uciekali do lasu, tuż za naszą stodołą. Na podwórku stał enkawudzista i strzelał w górę „świecącymi pociskami”, które mogły spowodować pożar – opowiada w Białej Wodzie ks. Stanisław, wówczas siedmiolatek, wskazując miejsca tragicznego wydarzenia. Zadziwia doskonałą pamięcią. Mówi, że akurat wtedy przyprowadził, wraz z dwiema starszymi siostrami, Teresą i Wandą, krowy z pobliskiego pastwiska do wodopoju. – W domu, pośrodku kuchni, zastaliśmy drugiego enkawudzistę, też z bronią. Cała rodzina stała pod ścianą. Kazano mi do niej dołączyć, wraz z siostrami. Ja stanąłem przy ojcu. Babci akurat nie było w domu – relacjonuje dokładnie.
Pamięta również, że z Rosjanami był jeden Polak. Młody i elegancki. Przyszłego kapłana zdziwiło, że kiedy z sąsiedniego pokoju (gdzie naradzali się enkawudziści) wszedł do kuchni, nie powiedział „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, co było wówczas w zwyczaju, tylko „Dobry wieczór państwu!”. Podszedł on do jego młodszej siostry Anieli, łączniczki AK, uczącej się już wtedy w szkole handlowej w Suwałkach, i zapytał co robiła w tym mieście na ulicy Gałaja. Siostra, z wrażenia na słowa zdrajcy, zemdlała. Mama próbowała ją cucić, podała wodę. Kim był ten młody osobnik? Prawdopodobnie uczniem z tej samej szkoły, choć do dziś nie wiadomo.
- Rosjanie przyjechali z jego pomocą po działających w AK członków mojej rodziny: ojca i dwie siostry. A zastali jeszcze narzeczonego jednej z nich, też partyzanta. Przy okazji odkryli u nas, w Białej Wodzie, kancelarię Obwodu Suwałki AK-AKO, na czele z komendantem Ostrowskim – analizuje do dziś tamtą dramatyczną sytuację ks. Wysocki.
Najmłodszy brat kapłana, Kazi, Anieli i Teresy, gospodarujący na rodzinnych włościach w Białej Wodzie, Alojzy Wysocki, który miał wtedy niespełna dwa lata i nie pamięta rodzinnego dramatu, uzupełnia:
- Żyjemy tutaj jak w Bieszczadach. Do naszej zagrody, na końcu rozrzuconej po pagórkach wsi Biała Woda, do dziś trudno trafić. Nawet z dżipiesem. Sowieci nie trafiliby tutaj sami, bez polskiego przewodnika zdrajcy.
Starszy od niego o pięć lat Stanisław zapamiętał jeszcze z tamtego tragicznego dnia, że stojąc w kuchni pod ścianą, zaczął płakać. Wraz z młodszym rodzeństwem. Ojciec jednak nakazał im ciszę. Natomiast matka wystąpiła z szeregu mówiąc, że musi dzieciom zrobić kolację i… zaczęła spokojnie obierać ziemniaki. Pilnujący ich enkawudzista z bronią nie zaprotestował.
Sowieci aresztowali tego dnia aż pięć osób: właściciela gospodarstwa i ojca rodziny Ludwika Wysockiego, jego dwie córki należące do Armii Krajowej Obywatelskiej: dwudziestodwuletnią Kazimierę i siedemnastoletnią Anielę oraz narzeczonego Kazimiery, Aleksandra Glinieckiego, też z AK/AKO. Rozkazali też wsiąść do ich pojazdu naszej sąsiadce Zofii Gugnowskiej, która akurat przyszła „pożyczyć chleba”.
- Do dziś nie wiem jak się to wszystko zmieściło w pojeździe NKWD: nasz ojciec, dwie siostry: Kazia i Aniela, narzeczony Kazi Aleksander Gliniecki, pani Zosia Gugnowska, która przyszła pożyczyć chleba, no i kilkanaście rowerów oraz całe wyposażenie kancelarii AK (w tym dokumenty i radiostacja), które NKWD wyprowadziło ze stodoły. Pamiętam, że nasze dwie siostry zabrano tak jak stały, boso, w letnich sukienkach. Sąsiadka podała im chustkę, a ja szukałam dla nich obuwia – mówi ocierając łzy ich siostra Teresa, która miała wtedy dwanaście lat. – Mama zdążyła jeszcze wynieść bochen chleba i dać córkom. Pożegnaliśmy je wszyscy wielkim płaczem. A enkawudziści zapewniali nas: – Nie płaczcie. Zabieramy ich tylko do wyjaśnienia, na przesłuchania. Niedługo wrócą…
Ksiądz Stanisław dodaje: - A ja pamiętam, że powiedziałem do ojca „Tatusiu jadę z Tobą”! Ale on, wchodząc do enkawudowskiego pojazdu, odrzekł: „Idź do matki i pilnuj!” To były ostatnie jego słowa. Potraktowałem je jak testament.
Pani Teresa z domu Wysocka kontynuuje: - Ta noc była straszna! Nasz dom otoczyli Sowieci, dookoła na otaczających wzgórzach. Nasze psy ujadały głośno, a my w płaczu modliliśmy się. Nikt nie zasnął.
Po kilku godzinach od wyjazdu z Białej Wody oprawcy przysłali bowiem do Białej Wody „więcej sił”. Otoczyli zabudowania Wysockich, oczekując na zbiegłych wcześniej partyzantów. Mieli gdzie – wśród otaczających gospodarstwo wzgórz, było dużo niemieckich schronów. Z ich rodzinnego domu, w którym z Józefą Wysocką zostało pięcioro jej młodszych dzieci, w wieku od dwóch do piętnastu lat, kierownictwo NKWD uczyniło przez tydzień swoją rezydencję. Ks. Stanisław zapamiętał, że zachowywali się potwornie, próbowali nawet zgwałcić matkę. Uratowała ją modlitwa, zimna krew i spokój.
– Przeżyliśmy wtedy sądne dni. Zadano nam wiele bólu, cierpienia, poniżano nas wszystkich. Myśleliśmy, że nie przeżyjemy – wspomina tamte traumatyczne dni ks. Wysocki.
- Buszowali wszędzie. Zabierali nam odzież, obuwie, tłumacząc, że nie będą już nikomu potrzebne, ani nam, ani aresztowanym – zapamiętała Teresa Wysocka, starsza o pięć lat siostra księdza.
Sowieci odwiedzali ich jeszcze przez wiele tygodni. Później, jako bandycka rodzina, Wysoccy mieli przez całe lata podobną „opiekę” ze strony suwalskiego UB.

A co się dalej działo z aresztowanymi w Obławie, 27 lipca 1945 roku, ich bliskimi? Według relacji Gugnowskiej – bo tylko ją zwolniono, i to na już drugi dzień, gdyż podczas śledztwa uznano ją za „niepoczytalną umysłowo” - przywieziono ich wszystkich z Białej Wody do koszar w Suwałkach. Tam przesłuchiwano pojmanych i segregowano. Według Gugnowskiej - którą trzymano wraz z dwiema innym kobietami - Kazię Wysocką Rosjanie prawdopodobnie zakatowali jeszcze podczas śledztwa, w koszarach. Natomiast jej młodszą siostrę, Anielkę Wysocką (Gugnowska spotkała ją w tym samym samochodzie podczas przewożenia więźniów do szkoły przy obecnej ulicy Hamerszmita - wtedy Aniela zdążyła jej przekazać: „Ty o niczym nie wiesz”) oraz ich ojca Ludwika Wysockiego – Sowieci wywieźli w nieznanym kierunku. I wszelki ślad po nich zaginął. Podobnie jak po około dwóch tysiącach innych ofiar Obławy Augustowskiej – ksiądz Wysocki wyliczył tę ilość na podstawie dwóch tajnych szyfrogramów z archiwów moskiewskich, które na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku odkrył dr Nikita Pietrow, wicedyrektor Stowarzyszenia „Memoriał” w Moskwie.

Matka duchownego, kobieta piękna i operatywna, do końca życia nie ustawała w poszukiwaniach męża i córek - wraz ze swoją matką, ukochaną babcią jej dzieci, Apolonią Jarząbską z Kolenkiewiczów. Jeździła do władz i urzędów, słała listy do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, do komunistycznych władz w Polsce i w Związku Sowieckim, nie wyłączając samego Stalina.
- Pamiętam, że mama jeździła nie tylko do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Suwałkach, ale i do rodziny jednego z ubeków w Białymstoku. Woziła tam miód, sery, śmietanę. Za którymś razem ubek ją odprawił i powiedział, aby zajęła się opieką nad pozostałymi swoimi dziećmi… - wspomina Teresa z domu Wysocka.
Matka poszukiwała jednak nadal. Kuzynka Sabina Jarząbska, którą Niemcy ponownie zabrali na roboty przymusowe, a pod koniec wojny z kolei Sowieci wywieźli ją aż do Donbasu, spotkała wracając ze zsyłki ciocię Wysocką w 1945 roku, na dworcu kolejowym w Białymstoku.
– Zobaczyłam ciocię Wysocką, która chodziła po wagonach, poszukując swoich córek i męża. Dopiero wtedy dowiedziałam się, że moje kuzynki wraz z ojcem zostały aresztowane przez NKWD i przepadły bez wieści. Ale nikt nie przypuszczał, że już nie żyją. Myśleliśmy, że zostali wywiezieni w głąb Rosji, podobnie jak ja oraz wielu innych mieszkańców Podlasia.
Jeszcze w latach siedemdziesiątych Józefa Wysocka osobiście interweniowała w ambasadzie radzieckiej w Warszawie, też bezskutecznie. Tam usłyszała, że „zamordowali ich w Puszczy Augustowskiej”… Ciężko to przeżyła.
- Odebrano jej ostatnią nadzieję na powrót bliskich. Mimo to czekała na męża i córki do końca swego życia – opowiadają jej dzieci, Teresa i ks. Stanisław. – Nie sposób opisać tamtych lat naszej tęsknoty za zaginionymi, biedy, prześladowań, wrogości władz oraz jej sprzymierzeńców w stosunku do nas. Gnębiono nas, szykanowano, prześladowano, jako „rodzinę bandytów”. Zdarzali się też wrogowie z najbliższej okolicy - do dziś tamte lata gehenny noszą rodzeństwo Wysoccy w sobie, także obraz jak Rosjanie zabierają na śmierć ich ojca i dwie siostry Na ich oczach.
Po chwili milczenia kontynuują zwierzenia:
- Cały czas czuliśmy ciążące na nas piętno „bandytów”, „zaplutych karłów reakcji”. To było straszne! Nagle nasza rodzina, wcześniej szanowana i zamożna, stała się wyklęta i uboga, otoczona atmosferą wzgardy. Omijano nasz dom, bano się nas. Nasze 30-hektarowe gospodarstwo, z matką, babcią i piątką dzieci, chciano wystawić na upadłość. Przeżyliśmy rozkułaczanie, zabieranie z pola zboża, odbieranie nawet przygotowanego na zimę drewna na opał. Pamiętamy jak ubecy opieczętowali nam stodołę, a my wykradaliśmy po kilka snopków naszego zboża, z naszej stodoły, i jak chowaliśmy je w polu. Aby przeżyć…
Ich kuzynka, Sabina Jarząbska: - Ciocia Wysocka była niezwykle dzielna, walczyła z wszystkimi. Podziwiać można jej zawziętość i upór, że potrafiła utrzymać gospodarstwo. Inne włości w takiej sytuacji znalazły się w ruinie, stąd na wsi zazdroszczono jej energii.
- Było nam niezwykle ciężko. Ja właściwie nie uczęszczałem do szkoły, choć bardzo chciałem się uczyć. Dziś trudno w to uwierzyć, że przeżyliśmy obydwa totalitaryzmy XX wieku, i rosyjski, i niemiecki – mówi ks. Stanisław. Choć jako przedostatnie, szóste z kolei dziecko Wysockich, zapowiadał się na dobrego gospodarza w Białej Wodzie, to Bóg chciał, aby ukończył Wyższe Seminarium Duchowne w Łomży. I stał się dziś największym orędownikiem dochodzenia prawdy o Obławie Augustowskiej.

Ks. prałat Stanisław Wysocki pracował w wielu miejscowościach. Pierwsze dwa lata spędził w parafii w Czerwinie, późnej był księdzem w Sejnach. W 1974 roku przeniesiono go do Łomży, gdzie jako rektor kościoła seminaryjnego prowadził duszpasterstwo młodych. W kościele rektoralnym pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (NMP) w Łomży, powstał słynny Kościół Młodych, z charyzmatycznym ks. Stanisławem Wysockim na czele. W świątyni tej zawiązał się łomżyński NSZZ „Solidarność”, a ks. Stanisław Wysocki został jej kapelanem. Potem był kilkakrotnie przenoszony jako proboszcz: do parafii Puchały, parafii katedralnej pw. św. Wojciecha Biskupa i Męczennika oraz Przemienienia Pańskiego w Ełku (w 1999 roku przygotowywał pielgrzymkę Jana Pawła II w tym mieście), czy parafii pw. Świętego Jana Chrzciciela w Augustowie. Wszędzie prałat prowadził remonty świątyń, zasłynął też jako budowniczy kościołów i pomników. I wszędzie, i zawsze był nękany przez SB, i to na różne sposoby: inwigilowany, wzywany na przesłuchania, podejmowano próby jego skompromitowania, urządzano na duszpasterza napady, podsyłano mu prowokatorów, często kobiety. Dwa razy przeżył nawet zamachy na swoje życie.
Od 2009 roku ks. prałat Stanisław Wysocki przebywa na emeryturze. Jednak mieszkając w rodzinnych Suwałkach jest nadal aktywny duszpastersko i społecznie. W 2009 roku zainicjował powstanie Związku Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej 1945, któremu przewodzi do dziś. I czyni wiele dla pamięci o zbrodni skazanej na zapomnienie, o której jeszcze niedawno ludzie bali się mówić. Organizuje - wraz z rodzinami Obławy Augustowskiej, historykami, publicystami, instytucjami, parafiami, samorządami - liczne uroczystości, nabożeństwa, misteria patriotyczno-religijne „W hołdzie Ofiarom Obławy Augustowskiej”, konferencje, wystawy, wygłasza homilie, zabierając często głos w imieniu wszystkich rodzin ofiar Obławy. Współpracuje z historykami w regionie, ale też z Warszawy, Białegostoku i Rosji (szczególnie z dr. Nikitą Pietrowem ze Stowarzyszenia „Memoriał” w Moskwie). Apeluje - gdzie tylko może - do najwyższych władz Rzeczypospolitej Polskiej o interwencję u władz Federacji Rosyjskiej i Republiki Białorusi. Aby podjęły starania o otwarcie archiwów w Moskwie dla historyków i badaczy rosyjskich oraz polskich, aby dopomogły odnaleźć doły śmierci ofiar Obławy Augustowskiej, a potem umożliwiły dokonanie ekshumacji ich szczątków oraz godny, chrześcijański pochówek.
To z inicjatywy ks. prałata Wysockiego, Sejm RP ustanowił w 2015 roku Dzień Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej (na 12 lipca), odbywają się rajdy motocyklowe śladami Obławy, powstaje wiele tablic upamiętniających ofiary tej zbrodni w przestrzeni publicznej, m.in. 3 maja 2014 roku odsłonięto na Jasnej Górze w Częstochowie epitafium „W hołdzie Ofiarom Obławy Augustowskiej” - ufundowane przez rodziny ofiar zbrodni, ludzi dobrej woli i życzliwe tej sprawie instytucje (repliki są już w kontrkatedrze w Suwałkach, w bazylikach w Sejnach i Augustowie oraz kościele farnym w Sokółce). Niezmordowany kapłan walczy, aby bolesna zbrodnia z lipca 1945 roku znalazła miejsce w szkolnym programie nauczania historii oraz utrwalała się w zbiorowej świadomości Polaków poprzez symboliczne znaki pamięci - nadawanie ulicom, placom, parkom, skwerom, instytucjom (szkołom, placówkom kultury) imienia Ofiar Obławy Augustowskiej, czy umieszczanie tablic pamiątkowych.
Ks. Prałat Wysocki „zaraził” tematem Obławy Augustowskiej także miejscowych harcerzy - z 1. Suwalskiej Drużyny Harcerzy „Baszta” im. Mariana Piekarskiego „Rysia”. W lasach Puszczy Augustowskiej, 14 czerwca 2017 r., zorganizowali wspólnie pierwszy Historyczny Bieg na Orientację im. Anieli Wysockiej - łączniczki Suwalskiego Obwodu AK.
- Chcieliśmyy w inny sposób, bardziej przystępny dla młodzieży szkolnej, przekazać uczniom wiedzę o tym się na Suwalszczyźnie wydarzyło w lipcu 1945 roku. W tym roku pragniemy to uczynić poprzez los jednej z ofiar Obławy Augustowskiej, naszej rówieśniczki siedemnastoletniej Anieli Wysockiej. Jest na razie postacią mało znaną, ale mamy nadzieję, że za pomocą biegu, na sportowo, informacje szerzej się rozpropagują. O naszym patronie Marianie Piekarskim ps. „Rysiu” też do niedawna nie było nic słychać. Ale dzięki licznym akcjom wiedza o tej postaci już do wielu dotarła. Celowo zaplanowaliśmy bieg w lesie, bo partyzanci stacjonowali w Puszczy Augustowskiej. Bieg skierowany jest do do uczniów z Suwałk i okolic, odbędzie się z elementami historycznymi, aby nie był pustym biegiem, tylko żeby uczestnicy wynieśli z niego historyczną wiedzę. Znaleźliśmy sponsorów, wydamy informacyjny folder na tę okoliczność, każdy uczestnik biegu otrzyma medal – wyjaśniał jeszcze przed biegiem blisko dwustu chętnych osób Piotr Rydzewski, harcmistrz 1. Suwalskiej Drużyny Harcerzy „Baszta” im. Mariana Piekarskiego „Rysia”, należący do Podlaskiego Hufca Harcerzy „Matecznik”. Jego drużyna liczy 30 osób z Suwałk i okolic, ze szkół podstawowych i średnich.

Kapłan, jako prezes Związku, koresponduje z Moskwą. Jest wśród 29 rodzin ofiar Obławy Augustowskiej, które skierowały do rosyjskiego Archiwum Federalnej Służby Bezpieczeństwa swoje prośby o kopie protokołów przesłuchań, o zdjęcia i dokumenty osobiste należące do jego bliskich zaginionych w lipcu 1945 roku. W odpowiedzi Archiwum FSB odpisało mu niedawno, w 2013 roku, że posiada w swoich zasobach dane o datach i miejscu aresztowania ojca Ludwika Wysockiego oraz jego sióstr Kazimiery i Anieli. Dziękując, ks. Stanisław poprosił - w kolejnym liście do FSB - o dokumenty dotyczące jego bliskich (zdjęcia, pamiątki) oraz o protokoły przesłuchań. Otrzymał jednak odpowiedź, 28 kwietnia 2014 roku, że brak ich w moskiewskich archiwach.

Przy wjeździe do położonego w dolinie domu w Białej Wodzie, gdzie najmłodszy brat Teresy i ks. prałata Stanisława - Alojzy Wysocki - hoduje dziś konie rekreacyjne i nadal uprawia łąki oraz pastwiska, rodzina urządziła symboliczną nekropolię. Obok ogromnego głazu w kształcie serca oraz wysokiej figury Chrystusa frasobliwego, wyrzeźbionego przez miejscowego ludowego artystę, powiewa biało-czerwona flaga. Dla upamiętnienia trzech ofiar Obławy Augustowskiej z tej rodziny - Ludwika Wysockiego oraz jego dwóch córek: najstarszej Kazimiery i pięć lat młodszej Anieli - posadzono trzy dęby. Położona pod dębami tablica na kamieniu przypomina: „W pamiętnym dniu 27 lipca 1945 r. oprawcy z NKWD i UB uprowadzili z naszej ojcowizny i zamęczyli ojca Ludwika i dwie siostry Kazimierę i Anielę żołnierzy AK Pamięć o nich jest dla nas najświętsza. Rodzina”. Dodatkowo rosną też dęby poświęcone pamięci Aleksandra Glinieckiego (narzeczonego Kazi) oraz Franciszka Dąbrowskiego – też z AK, zabranego przez NKWD dzień później (28 maja 1945 roku), też z podwórka Wysockich. Dziś w zagrodzie Wysockich w Białej Wodzie szumi więc pięć dębów upamiętniających pięć ofiar Obławy.
Obok jest ta sama łąka i rosną te same dwie potężne, leciwe już jabłonie rodzące słodkie jabłka (głównie dla okolicznych sarenek). Sypie owocami ta sama grusza, też posadzona jeszcze przez gospodarza, Ludwika Wysockiego. Wokół te same pagórki. I ten sam szumi las, który pamięta o tamtych tragicznych wydarzeniach. Zagrodzie tej towarzyszą też, jak wtedy, boćki, choć na pewno już ich młodsze pokolenia.
- Na wyjaśnienie co stało się z naszym ojcem, Ludwikiem Wysockim oraz jego dwoma córkami Kazią i Anielą czekamy nie tylko my, ale cała wielka rodzina Obławy Augustowskiej. Wszyscy chcemy doczekać ekshumacji, sprawiedliwości, przeżyć pogrzeby zaginionych bez wieści bliskich. Bo na razie grób naszej mamy, Józefy Wysockiej, na cmentarzu parafialnym w Suwałkach jest samotny: ze znakiem Polski Walczącej i czekającym obok pustym miejscem – mówi zaangażowany, wołający wszędzie o prawdę, ks. prałat Stanisław Wysocki.
I dodaje: - Pragniemy, aby wszyscy, którzy w Obławie zginęli, zostali wpisani do Panteonu polskich bohaterów.

(Fragment książki Teresy Kaczorowskiej, "Dziewczyny Obławy Augustowskiej", Fundacja Historia i Sztuka, Warszawa 2017)


Fot. (ze zbiorów rodziny Wysockich, Bogdana Nowackiego, Teresy Kaczorowskiej, Piotra Rydzewskiego):
1. Kazimiera Wysocka….
2. …i jej siostra Aniela zamordowane w Obławie Augustowskiej.
3. Ludwika Wysockiego NKWD zabrało razem z jego córkami.
4. Ks. prałat Stanisław Wysocki z siostrą Teresą (z lewej) i kuzynką Sabiną.
5. Dom rodzinny Ks. S. Wysockiego w Białej Wodzie - ostatniego postoju kancelarii Obwodu Suwałki AK/AKO w lipcu 1945 r.
6. Symboliczna nekropolia przy domu w Białej Wodzie, poświęcona zamordowanym w Obławie Ludwikowi Wysockiemu oraz jego córkom Kazimierze i Anieli, ufundowana przez rodzinę.
7. Grób Józefy Wysockiej w Suwałkach, matki Kazi i Anielki.
8. Ostatnia odpowiedź z FSB Rosji, z 14 czerwca 2013 r., w sprawie Kazimiery Wysockiej (w języku rosyjskim).
9. Ostatnia odpowiedź z FSB Rosji, z 14 czerwca 2013 r., w sprawie Kazimiery Wysockiej (w języku polskim).
10. Ostatnia odpowiedź z FSB Rosji, z 17 czerwca 2013 r., w sprawie Anieli Wysockiej (w języku rosyjskim).
11. Ostatnia odpowiedź z FSB Rosji, z 17 czerwca 2013 r., w sprawie Anieli Wysockiej (w języku polskim).
12. Ks. prałat z motocyklistami i komandorem Międzynarodowego Rajdu Katyńskiego Wiktorem Węgrzynem - w Sejnach, podczas misterium patriotyczno-religijnego „W hołdzie Ofiarom Obławy Augustowskiej", 14 czerwca 2014 r.
13. Ks. prałat Stanisław Wysocki i Nikita Pietrow z „Memoriału” w Moskwie, na konferencji Zamku Królewskim w Warszawie, 27 lipca 2014 r.
14. Epitafium „W hołdzie Ofiarom Obławy Augustowskiej”, odsłonięte na Jasnej Górze w Częstochowie, 3 maja 2014 r.
15. Msza św. w Warszawie w intencji ofiar Obławy Augustowskiej.
16. Aleksander Gliniecki, narzeczony Kazi Wysockiej zaginął razem z nią.
17. Trzecie Walne Zebranie Związku Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej 1945, prowadzi prezes ks. Stanisław Wysocki. Zebranie odbyło się w auli Muzeum Okręgowego w Suwałkach.
18. Pierwszy Historyczny Bieg na Orientację im. Anieli Wysockiej, łączniczki Suwalskiego Obwodu AK.
19. Medal pamiątkowy z I. Biegu im. Anieli Wysockiej.
20. Przy pomniku w Gibach co roku w połowie lipca odbywają się duże uroczystości w hołdzie ofiarom Obławy. W 70. rocznicę zbrodni, 19 lipca 2015 r., ks. S. Wysocki wypowiedział Akt Wybaczenia tego ludobójstwa.
21. Przy pomniku w Gibach co roku w połowie lipca odbywają się duże uroczystości w hołdzie ofiarom Obławy. W 70. rocznicę zbrodni, 19 lipca 2015 r., ks. S. Wysocki wypowiedział Akt Wybaczenia tego ludobójstwa.



aktualnośći | o autorce | wiersze | proza | księgarnia | kronika | przyjaciele | kontakt
Ekspansja