Bratu i siostrze, którzy odeszli tej samej doby i godziny tylko na dwóch różnych półkulach świata
Braciszku, Janku
potrafiłeś swoją ręką złotą
dać życie wszystkiemu
meblom, lampom, schodom
i dzieła Twoje budziły zachwyt
mówiłam że masz talent po naszym dziadku Józefie
który potrafił wykonać nawet gięte sanie czy bryczki
po tacie Tadeuszu przejąłeś temperament i serce
a po mamie Wandzie umiłowanie rodziny i pracoholizm
byłeś ostoją familii naszej
nasz dom ręką swoją w raj agroturystyki zamieniłeś
stałeś z Marysią na straży gniazda przy figurce
choć nie raz i prowokowałeś niebiosa
i zabrała Cię od nas Łęgowska Dolina
dopieszczona przez Ciebie i piękna
nagle, tragicznie, bez przygotowania nas
a może to tylko mój sen?
bo wciąż Cię widzę jak dbasz o posiadłość
kosisz, szykujesz saunę, wędzisz mazurskie ryby
jak częstujesz nalewką własną, grillujesz
czy zabierasz nas dżipem do lasu nad jezioro
ale jeśli już naprawdę nie powitasz mnie
uśmiechem gościnnym na włościach swoich
to rodziców tam wysoko uściskaj i buduj nam teraz nowy dom
– w niebiosach – bo odszedłeś z piątki naszej jako pierwszy
Grażynko, Grazio
byłyśmy sobie najbliższe
od dni najpierwszych
mama nosiła Ciebie poczętą
a mnie jeszcze piersią karmiła
bawiłyśmy się razem
płakałyśmy razem
a wcześnie i nagle osierocone
pomagałyśmy co sił owdowiałej mamie
ileż chwil radosnych i smutnych razem przeżytych
ileż igrania na słońca fali mazurskiej
ileż dojrzałych poziomek wyszukanych
z zachwytem w leśnym runie
i nawet kiedy Piotr do Ameryki Cię zabrał
byłyśmy nierozłączne
dzięki listom, kartom, telefonom
odwiedzinom wzajemnym i podróżom
a kiedy nagle zachorowałaś
poleciałam do Ciebie przed rokiem
a Ty powtarzałaś że to najlepszy prezent na urodziny
śpiewałyśmy nasze piosenki, czytałam Ci wiersze
wychowałaś dwie polskie córki
i amerykańskiego syna
zwiedziłaś z Piotrem nawet Antarktydę
ale serce zostawiłaś w Polsce
podczas naszego przed rokiem pożegnania
na chicagowskim O’Hare
czułyśmy, że więcej się nie spotkamy
choć pragnęłaś przybyć jeszcze Janka pożegnać
i serce Twoje pękło, i pobiegło za nim w tę noc Twoją ostatnią
o tej samej godzinie tylko na innej półkuli
zapewne się już się z ukochanym braciszkiem przywitałaś
i radujecie się razem jak kiedyś w domu naszym
Kochani
Łączyły nas pięciorga więzy niezwykłe
Przerwał je Bóg zabierając Was razem jako pierwszych
A nas pozostałych o połowę osłabił
Niechaj teraz Bóg da Wam Niebo
Odpoczynek wieczny, miłość i pokój!
Do zobaczenia Kochani!
***Jan Chmielewski (ur. 1959) zmarł nagle, 6 marca 2026 r., w swoim mazurskim gospodarstwie agroturystycznym Łęgowska Dolina, w Łęgowie pod Oleckiem na Mazurach. Miał 66 lat. Osierocił żonę Marię i dwie córki: Elizę i Kalinę oraz dwoje wnuków.
***Grażyna Chmielewska (ur.1954), po mężu Szyłak, umarła nocą, 7 marca 2026 r., w swoim domu w Downes Groves pod Chicago. Osierociła męża Piotra i troje dzieci: Magdę, Ulę i Maćka, a także dwie wnuczki. Miała 71 lat.
Ostatnie Pożegnanie rodzeństwa Grażyny i Janka Chmielewskich odbyło się 12 marca 2026 r., o tych samych godzinach, tylko na różnych półkulach świata
Teresa /Tereska, Terenia, Tereza/ Chmielewska, po mężu Kaczorowska, 6-7 marca 2026